Wielunianin poznał od kuchni Czarnobylską Strefę Wykluczenia[FOTO]

Marcin Stadnicki
Marcin Stadnicki
Licencja  na wykorzystanie zdjęć udzielona wyłącznie do 
artykułu zarówno w formie drukowanej jak i na stronach należących do 
Polska Press. Autor nie wyraża zgody na wykorzystywanie ich do innych tekstów i w innych celach.
Licencja na wykorzystanie zdjęć udzielona wyłącznie do artykułu zarówno w formie drukowanej jak i na stronach należących do Polska Press. Autor nie wyraża zgody na wykorzystywanie ich do innych tekstów i w innych celach. Kajetan Krykwiński
W Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia spędził łącznie 14 dni. Był między innymi w sterowni 4. bloku energetycznego elektrowni, czyli tam, gdzie zaczął się dramat. - Mimo czterech wypraw do Czarnobyla nie świecę w nocy - mówi z przymrużeniem oka wielunianin Kajetan Krykwiński.

O skażeniu radioaktywnym w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia krążą rozmaite mity. Wszystko to za sprawą katastrofy, do jakiej doszło w kwietniu 1986 roku, kiedy w reaktorze jądrowym bloku nr 4 tamtejszej elektrowni jądrowej doszło do wybuchu i rozprzestrzenienia substancji radioaktywnych. Od katastrofy minęły już 33 lata.

Wielunianin Kajetan Krykwiński strefą wykluczenia i katastrofą w elektrowni interesuje się od lat. Fascynacja tym miejscem rozpoczęła się już w czasach jego nauki w gimnazjum. Obecnie Kajetan prowadzi wieluński portal informacyjny i jest inżynierem w Nokii. Wiedzę na temat strefy (nazywanej też “Zoną”), początkowo czysto teoretyczną, zdążył już znacznie poszerzyć o praktykę. W ciągu dwóch ostatnich lat czterokrotnie wybierał się na eksplorację Zony, której nie uważa za szczególnie niebezpieczną.

- W Zonie promieniowanie oczywiście jest, jednak w takie miejsca, gdzie rzeczywiście jest zagrożenie nikt cię nie wpuści - mówi - Przede wszystkim w obowiązują tam pewne zasady. Te zasady mówią na przykład, że możesz poruszać się po niej tylko z przewodnikiem. Każda grupa musi mieć przy sobie pracownika strefy. Po Zonie masz poruszać się tylko zgodnie z planem wyjazdu, który jest ustalony wcześniej. Zakazy o których mowa nie biorą się jednak z ryzyka napromieniowania. Zagrożenia, jakie czyhają na zwiedzających w głównej mierze są wynikiem działalności człowieka.

- Pierwsza rzecz, jaka jest podawana grupom składającym się z osób, które nigdy wcześniej nie były w Zonie to jest “patrzcie pod nogi”. Dlaczego? Ponieważ złomiarze działają na tym terenie. Zabierają co tylko się da i dlatego nie ma pokryw na studzienkach - wyjaśnia Krykwiński.

Oczywiście promieniowanie także jest stale kontrolowane. Uczestnicy wyprawy przechodzą przez bramki i zdarza się, że te coś wykryją. Zwykle jest to spowodowane zabrudzeniem odzieży.

- To zwykle się kończy próbą zmycia tego, a jeśli się nie uda, to na przykład wracasz w samych skarpetkach, bo musisz zostawić te ubrania do utylizacji. J - mówi Kajetan.

Nie brakuje osób, które są przekonane, że w okolicach Prypeci spotkać można zmutowane zwierzęta czy zdeformowanych ludzi. Takie opowieści można jednak włożyć między bajki. Roślinność w Zonie ma się znakomicie, co wielunianin zauważył chociażby odwiedzając Prypeć w maju. Drzewa sięgają wysokości 3-4 piętra i skutecznie przysłaniają budynki. Miasto z pozoru przypomina nietypowy las. Podczas swojej majowej wizyty Krykwiński z 16-piętrowego budynku wykonał fotografię przedstawiającą okolice miasta, na której gęsta roślinność zasłania zabudowania.

Podczas kolejnej, marcowej wyprawy udało mu się wykonać niemalże identyczne zdjęcie tyle, że na drzewach nie było już liści i dopiero wtedy wyłonił się obraz miasta. Także historie o mutantach grasujących w strefie nie mają nic wspólnego z prawdą.

- Mam zdjęcie łosia, który ma dwie głowy. Tyle, że tylko jedną widać na zdjęciu - żartuje Kajetan.

Kolejnym mitem, który funkcjonuje w społeczeństwie jest to, że ewakuacja Prypeci została wykonana pospiesznie i mieszkańcy zostawili tam cały swój dobytek tak, jak stał.

- Około tygodnia po ewakuacji pozwalano już ludziom wrócić po cześć swojego dobytku, który wożono na ciężarówkach, oczywiście dozymetrycznie kontrolowany. Później, aby ludzie nie mieli już po co wracać, wojsko po prostu czyściło budynki. Sama Prypeć była tak naprawdę zamieszkała jeszcze długo później, ponieważ tam były meldowane osoby związane z likwidacją skutków katastrofy - wyjaśnia Krykwiński.

W mieście Czarnobyl , które oddalone jest o 10 km od elektrowni (Prypeć zaledwie 3 km) zamieszkują pracownicy czasowi. Meldowane bywają tam też grupy zwiedzających. Wyprawa do strefy nie jest więc specjalnie niebezpieczna, zapewnia jednak niezapomniane wrażenia. Miasto Prypeć, które jest główną atrakcją dla zwiedzających Zonę to specyficzne miejsce.

-Uświadamiasz sobie, że mieszkało tam 20 tys. mieszkańców a teraz jesteś tam grupą 10-20 osób i jesteście praktycznie sami. Cisza jest niesamowita. Jeszcze bardziej niesamowicie wygląda to w nocy. Mieliśmy okazję wracać już po zachodzie słońca i jedyne światła jakie były, to działające dalej światła elektrowni, także totalna ciemność, tylko latarki pomagały - relacjonuje Kajetan, który przyznaje, że trudno wybrać co podczas jego czterech wypraw do strefy wykluczenia zrobiło na nim największe wrażenie.

- Zwiedzałem praktycznie każde miejsce, do którego można zajrzeć zarówno legalnie, jak i mniej legalnie. W listopadzie ubiegłego roku byłem w budynku elektrowni. To jeszcze nie jest takie niesłychane, bo do budynku wpuszczano jeszcze jakiś czas temu grupy zwiedzających. Udało mi się natomiast z kilkoma osobami wejść do sterowni czwartego bloku, czyli tam, gdzie naprawdę wydarzyła się cała tragedia. To właśnie tam operatorzy zakończyli sprawę w taki sposób, że ostatecznie doszło do katastrofy. Byłem na płycie reaktora nr 3, a jakby nie patrzeć jest to hala w tym samym budynku, w którym znajdował się reaktor nr 4 - mówi.

Zdaniem Kajetana osoby, które chcą zwiedzać strefę powinny zacząć, tak jak on, od krótkiej, dwudniowej wyprawy. Mogą wówczas zobaczyć kilka ciekawych miejsc, zrobić sobie zdjęcie i na tym zakończyć przygodę. Mogą też połknąć bakcyla i wracać do strefy.

Licencja  na wykorzystanie zdjęć udzielona wyłącznie do 
artykułu zarówno w formie drukowanej jak i na stronach należących do 
Polska Press. Autor nie wyraża zgody na wykorzystywanie ich do innych tekstów i w innych celach.

Wielunianin poznał od kuchni Czarnobylską Strefę Wykluczenia[FOTO]

Po co nam Polski Ład?

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
2019-08-13T17:51:31 02:00, Gość:

Czemu służyła ta wyprawa poza zwykłym ciekawstwem, bo jakoś nie rozumiem

2019-08-13T20:22:43 02:00, Gość:

Jesteś debil to nie pisz więcej jak nie masz o tym pojęcia

służy temu byś zrozumiał. Wiedza, to co pozwala przetrwać następnym pokoleniom. o odnawialnych źródłach energii np.

P
Pawcio
2019-08-14T15:22:51 02:00, Gość:

Jeżeli chodzi o zmutowane zwierzęta, to raczej nie wsadzałbym sobie tego między majtki, bo jest masa filmów, gdzie widać np. cholernie wielkie sumy, które nie osiągają takowych rozmiarów w ogóle, bodajże Szafa kiedy był w zonie, to nagrał. Ludzie z reguły odczepiają się od grupy i chodzą sami, albo parami. Nikt tego nie kontroluje tam praktycznie. Jest pierdyliard vlogów urbexowiczów jak chodzą sami. Nie spotkałem się z sytuacją, aby osoby odczepione od grupy, natknęły się na żołnierzy, czy funkcjonariuszy.

Co do sumow to sie nie zgodze, fakt ze historie sa rozne ale zobaczcie ze przez iles czasu nikt nigdzie tam ryb nie lowil wiec sobie sumy spokojnie rosly do okazalych rozmiarow

G
Gość
Jeżeli chodzi o zmutowane zwierzęta, to raczej nie wsadzałbym sobie tego między majtki, bo jest masa filmów, gdzie widać np. cholernie wielkie sumy, które nie osiągają takowych rozmiarów w ogóle, bodajże Szafa kiedy był w zonie, to nagrał. Ludzie z reguły odczepiają się od grupy i chodzą sami, albo parami. Nikt tego nie kontroluje tam praktycznie. Jest pierdyliard vlogów urbexowiczów jak chodzą sami. Nie spotkałem się z sytuacją, aby osoby odczepione od grupy, natknęły się na żołnierzy, czy funkcjonariuszy.
G
Gość
2019-08-13T17:51:31 02:00, Gość:

Czemu służyła ta wyprawa poza zwykłym ciekawstwem, bo jakoś nie rozumiem

2019-08-13T20:22:43 02:00, Gość:

Jesteś debil to nie pisz więcej jak nie masz o tym pojęcia

Mam takie samo zdanie jak Gość i dlaczego kogoś obrażasz, też uważam po co jechać 4 razy w to samo miejsce i chodzić tylko po wyznaczonych ścieżkach, chyba tylko dla zdjęć, które różnią się np wysokością drzew. A Ty skoro jesteś taki kozak to jedź i pokaż zdjęcia jak chodzisz po lesie, jesz jagody, zbierasz grzyby, pijesz wodę ze źródła lub studni. Tam jeszcze przez dziesiątki lat nikt się nie osiedli na stałe.

G
Gość
2019-08-13T17:51:31 02:00, Gość:

Czemu służyła ta wyprawa poza zwykłym ciekawstwem, bo jakoś nie rozumiem

Jesteś debil to nie pisz więcej jak nie masz o tym pojęcia

G
Gość
Czemu służyła ta wyprawa poza zwykłym ciekawstwem, bo jakoś nie rozumiem
ł
łoś
Żart z dwugłowym łosiem żenujący.
P
Pawcio
Zazdroszcze tej podrozy, wybieramy sie tam od roku i chyba w koncu czas to zrealizowac
Dodaj ogłoszenie