Grać do końca świata, albo jeden dzień dłużej

Dariusz Piekarczyk
Grać do końca świata, albo jeden dzień dłużej
Grać do końca świata, albo jeden dzień dłużej Fot. Dariusz Piekarczyk
Krzysztof Kukulski, czyli popularny wśród kibiców „Kukuła” jest najstarszym piłkarzem IVligi łódzkiej. Ma 44 lata.

- Ale nie zamierzam kończyć grania w piłkę, nic z tych rzeczy - mówi z uśmiechem. - Radzę sobie jeszcze całkiem nieźle, gra sprawia mi radość, a kiedy schodzę z boiska nie czuję bólu. Krótko mówiąc jakoś się trzymam. Sprawia mi to zresztą przyjemność, a w swojej drużynie nikogo młodszego na ławkę nie sadzam, tak więc zamierzam grać do końca świata, a może i dzień, albo rok, dłużej.
44-latek, który ma na koncie 44 mecze w piłkarskiej ekstraklasie, w której strzelił pięć goli, przygodę z „kopaną” rozpoczynał w Warcie Osjaków, która gra obecnie w klasie A. Na początku lat osiemdziesiątych XX wieku rywalizowała jednak w sieradzkiej klasie okręgowej.
- Osjaków to moja rodzinna miejscowość - mówi piłkarz. - W wieku siedmiu lat trafiłem do jednej z juniorskich drużyn, którą prowadził mój wujek Jan Zatwarnicki. W rodzinie byłem drugim piłkarzem, bo starszy brat Mariusz grał w juniorach WKS Wieluń. Nie powiem, w Warcie szło mi całkiem nieźle i z czasem wystawiano mnie nawet w drużynie seniorskiej. Prawdziwy taki chrzest bojowy przeszedłem na boisku w Warcie. Graliśmy z Jutrzenką i był to niezwykle agresywny mecz, iskry strzelały, kości trzeszczały, a sędzia nie szczędził czerwonych kartek. Inny młodzian na moim miejscu pewnie by pękł, ale ja się nie zniechęciłem, nie poddałem i proszę gram w piłkę do dziś.
W wieku 17 lat „Kukule” zaczęło się robić w Osjakowie za ciasno. Wyrastał ponad przeciętność w okręgówce. Trafił więc do Wielunia, a konkretnie do juniorskiej drużyny WKSprowadzonej wówczas przez Zbigniewa Kosmędę, lekarza, który rozkochany był w futbolu i z sukcesami prowadził drużynę. - To była wtedy naprawdę dobra ekipa - wspomina nasz rozmówca. - Graliśmy nawet w finałach mistrzostw Polski. Z czasem wylądowałem w seniorach. Drużynę, doskonale pamiętam, prowadził Andrzej Czajkowski. Ech, to była paka. Oprócz mnie grał tam wtedy Dariusz Żuraw, obecnie trener Lecha Poznań. Ja strzeliłem bodajże 17 goli i awansowaliśmy do trzeciej ligi.
Nie ligowy, ale pucharowy mecz w barwach WKS Wieluń był dla Krzysztofa Kukulskiego przełomowy. To było w roku 1993. Wielunianie zmierzyli się na swoim boisku z czołowym wtedy zespołem województwa sieradzkiego Terpolem Sieradz. To był pucharowy finał na szczeblu województwa.- Pamiętam ten mecz jakby był dzisiaj - zamyśla się nasz rozmówca.- Przegrywaliśmy 0:1. Wyrównałem tuż przed końcem spotkania.Wygraliśmy ten mecz w rzutach karny 3-2, a po spotkaniu podeszli do mnie wysłannicy GKSBełchatów i zaproponowali przejście do tego klubu. Specjalnie się nie zastanawiałem, bo to był dla mnie awans. GKS grał wtedy w pierwszej lidze. Miałem szczęście, bo trafiłem do zespołu, w którym rej wodził Jacek Berensztajn, czyli znany wśród kibiców jako Berek. On mi wtedy bardzo wiele pomógł, można powiedzieć, że wprowadził mnie do zespołu, w którym była zresztą fantastyczna atmosfera. Berek do dziś jest moim przyjacielem. Z nim zresztą związany był mówi ligowy debiut w GKS. Graliśmy na wyjeździe z Wisłoką Dębica. Wszedłem na boisko z ławki rezerwowych około 70 minuty. Zrobiłem akcję lewą stroną boiska, kiwnąłem ze dwóch graczy Wisłoki i dośrodkowałem w pole karne. Tam był już mój przyjaciel i głową wpakował piłkę do siatki. Była 88 może 89 minuta. Mecz zakończył się remisem 1:1. Schodziłem z boiska z podniesioną głową. Wspominam także mecz ligowy z Legią Warszawa, który przegraliśmy 0:1, lecz miałem wyborną okazję na strzelenie gola. Do dziś nie mogę sobie wybaczyć, że jej nie wykorzystałem.
W okresie gry w Bełchatowie „Kukuła” trafił do młodzieżowej reprezentacji Polski. Grali w niej wówczas Jacek Krzynówek, Marcin Mięciel, Arkadiusz Klimek czy Daniel Dubicki. - To była wtedy naprawdę niezła paka - mówi „Kukuła”.
Z Bełchatowem Krzysztof Kukulski awansował w roku 1995 do ekstraklasy. W owym pierwszym sezonie zaliczył 20 meczów i strzelił cztery gole. W roku 1998 wypożyczony został do RKSRadomsko. Wrócił jednak do Bełchatowa. Kolejny klub to gdyńska Arka i w końcu Piast Gliwice. - Spędzony tam czas wspominam bardzo miło, bo awansowaliśmy wtedy do ekstraklasy. Meczu w Warszawie z Polonią rozegranego 28 maja 2008 roku nigdy nie zapomnę. Wygraliśmy tram wtedy 1:0 po golu Piotra Petasza i znaleźliśmy się w elicie. W kolejnym sezonie rozegrałem osiem meczów w ekstraklasie, a w pierwszym spotkaniu wygarnym przez nas z Cracovią 2:0 strzeliłem gola na 1:0.
Z Gliwic pochodzi zresztą żona naszego rozmówcy Iwona.
Po Piaście był jeszcze GKS Jastrzębie i w końcu Włókniarz Zelów. - Wróciłem w rodzinne strony, bo chciałem być bliżej domu - mówi. - Od kilku lat jestem jednak w czwartoligowej Warcie Działoszyn i spokojnie mogę powiedzieć, że jestem tu szczęśliwy. Trafiłem na ludzi oddanych piłce nożnej, klubowi. Tu nikt nie ma do nas pretensji jeśli przegramy mecz nawet 0:5, a włożyliśmy w spotkanie dużo wysiłku, zaangażowania. To nawet nie jest drużyna, ale grupa przyjaciół, a taki Piotr Frańczak, to ktoś więcej niż prezes w niejednym klubie. Dla niego Warta do wszystko.
Na pytanie jak też Krzysztof Kukulski czuje się na boisku wiedząc, że we wszystkich ligowych meczach jest najstarszym graczem. - Powiem tak, nigdy, ale to nigdy nie spotkałem się w lidze z jakimiś drwinami. Inna sprawa, że podczas spotkania całkowicie się wyłączam, bo skupiam się na grze. A młodzi piłkarze? Niektórzy zapewne nie wiedzą, że grałem w ekstraklasie, juniorskiej reprezentacji Polski. Niektórzy z nich reprezentują całkiem niezły poziom, ale brakuje im woli walki. Nie spotkałem takich walczaków jak to było za moich młodzieńczych czasów. Jeśli zaś chodzi o czwartoligowe drużyny, to są takie solidne jak choćby Warta Sieradz. Niezłą robotę robią w Buczku, a zawiodły mnie jesienią Kwiatkowice.
Krzysztof Kukulski twierdzi za to, że czuje sie piłkarzem spełnionym. - Kiedy zaczynałem grę w piłkę nigdy nie sądziłem, że dane będzie mi grać w ekstraklasie - mówi. - Niczego więc nie żałuję.
Za to nie zanosi się, żeby 12-letni syn naszego rozmówcy Jakub poszedł w jego ślady. Jakoś nie ma smykaki do piłki nożnej. - Co innego sześcioletnia córka Hanna - mówi z uśmiechem. - Kopie piłkę aż miło.
Świat Krzysztofa Kukulskiego kręci się wokół piłki nożnej. Jak twierdzi nie ma nawet czasu na inne zainteresowania.- Ba, w wolnych chwilach to gram w seniorach Bełchatowa - wyjaśnia. - W zespole jest także Jacek Krzynówek, Jacek Berensztajn, Artur Lamch.
„Kukuła” jest zapalonym kibicem Barcelony, choć nigdy na żywo meczu ukochanej drużyny nie widział. Jego wielkim marzeniem jest zasiąść na trybunach Camp Nou. Może się uda w przyszłym roku? - Z polskich drużyn kibicuję za to Widzewowi Łódź. Był nawet kiedyś temat mojego przejścia do Łodzi, ale na rozmowach się skończyło.
Boże Narodzenie w rodzinie Kukulskich. Część świąt u teściów w Gliwicach, a część w domu w Wieluniu, bo tam rodzina Kukulskich obecnie mieszka.
ą

Gigantyczne kary dla sieci fitness

Wideo

Materiał oryginalny: Grać do końca świata, albo jeden dzień dłużej - łódzkie Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie